Wiara w modlitwie i działaniu: dlaczego Bóg nie wysłuchuje?

16 Sierpnia 2026


Zdjęcie wiary w modlitwie i działaniu

Dlaczego nasze życie jest takie złe? Przecież modlimy się do Boga i prosimy o różne rzeczy. Dlaczego nas Bóg nie wysłuchuje?

"Bóg nie jest jak automat, do którego się wrzuca monetę i wychodzi z niego batonik." Prawie nigdy z takich automatów nie korzystam, ale jeśli tak, to odliczam drobne – pieniądze, które mi więcej uwierają w portfelu niż jest z nich korzyści – i wrzucam do automatu. Czy też traktuję tak Boga i daję mu moje 'odpadki'? Czy jednak daję mu mój wdowi grosz (Mk 12, 41-44) i rezygnuję z czegoś dla mnie ważnego na rzecz Boga?

Kupując ten batonik monetami, które mam za dużo, widać, że raczej nie za bardzo mi na tym zależy. Pewien kupiec "gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją." (Mt 13, 46) Czy my byśmy sprzedali wszystko, co mamy, aby dostać tę rzecz, o którą Boga prosimy?

Popatrzmy tu może na to, jak to u dzieci funkcjonuje. Dzieci dużo chcą: bawić się do późnej nocy, jeść lody przed kolacją, mieć nową, fajną zabawkę, ... Ta lista mogłaby wypełnić sporo stron. Jednak nie zawsze dostają od rodziców co chcą, może nawet częściej nie dostają. Są jednak dwa scenariusze, w których dostają od rodziców co chcą.

W pierwszym scenariuszu rodzic się lituje nad swoim dzieckiem i idzie z nim na ugodę. "Rozumiem, że nie potrafisz już wszystkiego zjeść co masz na talerzu. Zjedz ale jeszcze jedną brokułę i będziesz mógł iść grać w piłkę." Spotykają się w połowie drogi i dla rodzica dobro swojego dziecka jest na tyle ważne, że godzi się na kompromis.

W drugim scenariuszu dziecko stawia sobie za cel, żeby np. kupić pewną zabawkę, o której marzy. I wtedy oszczędza! Stawia sobie skarbonkę i zbiera każdy grosz, który dostaje od dziadków, szuka nowych możliwości do zarobków: sprzedając lemoniadę, kosząc trawę u sąsiada, …; krótko mówiąc robi wszystko, aby nazbierać na wyznaczony sobie cel. Trochę przypomina to kupca, który zrobił wszystko, żeby zdobyć drogocenną perłę. Co prawda u dzieci zamiast perły celem jest jakaś plastikowa zabawka, ale mają jeszcze trochę czasu, żeby zmądrzeć. Choć my dorośli też często ubiegamy się o rzeczy, które są mniej drogocenne niż ta drogocenna perła w przypowieści…

Spójrzmy ale jeszcze na przykład kobiety kananejskiej, która przychodzi z prośbą do Jezusa:

Mt 15, 21-28

"Potem Jezus odszedł stamtąd i podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: 'Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha'. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: 'Odpraw ją, bo krzyczy za nami!' Lecz On odpowiedział: 'Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela'. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: 'Panie, dopomóż mi!' On jednak odparł: 'Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom'. A ona odrzekła: 'Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów'. Wtedy Jezus jej odpowiedział: 'O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!' Od tej chwili jej córka była zdrowa."


Kobieta prosi Jezusa o uzdrowienie jej córki. A Jezus ją ignoruje. Jaki to musiał być cios dla niej! Słyszała tyle o tym uzdrowicielu, ale On nie chce jej pomóc. My przecież tak samo mamy: Bóg tyle umie, ale dlaczego nas nie wysłuchuje? Myślę, że tu jest też moment, w którym większość osób się poddaje: przestaje prosić. Ale nie kobieta kananejska: krzyczy dalej i robi wszystko co w mojej mocy, żeby Jezus zwrócił na nią uwagę. A kiedy Jezus odmawia jej pomocy, bo jest posłany tylko do Izraelitów, to jest na tyle 'bezczelna', żeby negocjować z Bogiem, bo szczenięta jedzą okruchy, które spadną ze stołu. Dzięki wielkiej wierze tej kobiety, jej prośba była wysłuchana.

Ale czy my prosimy Boga tyle jak ta kobieta z Kanaanu? Czy my się zachowujemy jak to dziecko, które chce iść grać w piłkę lub bawić się zabawką? Często raczej nie… Myślę, że często prosimy Boga o coś w modlitwie, nie wierząc w ogóle, że Bóg nas wysłucha. Dlaczego się potem dziwimy, że Bóg nas nie wysłuchuje?

Nasze życie możemy często porównać do pokoju, w którym panuje bałagan. Mamy wiele rzeczy niepoukładanych: pracę, relacje, zdrowie, … Tylko często zamiast wprowadzić w tym pokoju porządek, wolimy żyć w tym bałaganie. Czasami jest wygodniej ponarzekać na nieporządek, niż zakasać rękawy i samemu tam zrobić porządek.

Ale zdarzają się momenty, że ten nieporządek zaczyna nas przerastać i się wszystko wali nam na głowę. Wtedy z reguły udaje nam się zebrać wystarczająco, żeby samemu się za ten nieporządek zabrać i poprosić innych ludzi lub Boga o pomoc. Wtedy ale nie ma już innego wyjścia jak wierzyć: wierzyć w Boga i wierzyć w siebie. Ale dlaczego nam to w codzienności nie zawsze wychodzi?

Życzę Tobie, żebyś miał wiarę w Boga i Jego obietnice nie tylko wtedy, kiedy już naprawdę nie ma innego wyjścia, ale podczas każdej modlitwy, w której składasz swoje prośby u Jego stóp. Niech prowadzą Ci w życiu słowa św. Ignacego Loyoli:

Św. Ignacy Loyola

"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało od Ciebie."


Wróć do wszystkich postów