Jakim rowerem jedziesz przez życie?

25 Listopada 2025


Zdjęcie roweru

Życie jest jak jazda na rowerze. Jak byliśmy mali, to rodzice nas przytrzymywali, jak pierwsze ruchy czyniliśmy pedałami. Uważali, żebyśmy się nie przewrócili i przykręcili kółka podporowe do jazdy na rowerze. W młodym wieku może jeszcze trochę niepewnie nam to szło, ale z czasem było coraz lepiej.

Choć młodość nie jest znana ze swojej pokory, więc każdy po zdemontowaniu kółek pomocniczych pewnie musiał zderzyć się z rzeczywistością, czy to rozbijając brodę, jadąc z górki na pazurki, czy zdobywając zakrwawione kolano przez zbyt gwałtowne ruchy kierownicą podczas slalomu, czy najzwyczajniej deklarując swoją miłość do natury, zbaczając ze ścieżki prosto w krzaki. Ale na szczęście wtedy gdzieś w pobliżu w magiczny sposób znajdowali się rodzice, żeby opatrzyć rany i nas uspokoić, że do wesela się zagoi.

Jednak w trakcie dorastania odpowiedzialność zaczęła powoli spoczywać na naszych barkach: wybieraliśmy się w dalsze trasy rowerem, często samemu przez ciemny las, i uczyliśmy się samemu dawać radę. Nie tylko długość trasy się zmieniała, ale wielkość naszych kół, bo z wydłużaniem się naszych nóg, też i koła roweru stawały się większe, jak i rama roweru.

Tak jak i w życiu przechodzimy przez różne etapy, do których potrzebujemy różnych narzędzi i w których spotykamy różnych ludzi, tak w różnym wieku jeździliśmy na różnych rowerach. Zmieniały się też różne rzeczy przy rowerze. W pewnym momencie chcieliśmy się wyzbyć co dziecięce i np. dzwonek kolorowy i wesoły zamieniliśmy na bardziej funkcjonalny wariant. W podobny sposób gatunek roweru dopasowujemy do naszych potrzeb: nie będziemy jechać kolarzówka po trasach górskich ani kupować drogi rower elektryczny jak nie pokonujemy dystansów bardziej odległych niż od naszego domu do następnej Żabki. Nie znaczy to, że po mieście będziemy się poruszać całe życie tylko rowerem miejskim, ale często w zależności od typu naszej osobowości wolimy śmigać wszędzie na kolarzówce albo bujać się na dobrze zamortyzowanym rowerze górskim.

Lecz nawet jeśli dbamy o nasz rower, to przez złośliwość rzeczy martwych wyposażenie naszego roweru się będzie zmieniać. Nie mówię tu koniecznie o takich rzeczach jak wymianie hamulców, które się z czasem ścierają i cyklicznie muszą być wymieniane albo o standardowym czyszczeniu lub naoliwieniu łańcucha do roweru. Ale może nam się dzwonek zniszczyć, stopka do roweru przez luźną śrubkę odpaść i lampka przednia gdzieś zapodziać, może przymocowana do roweru nowego właściciela... Jest to jednak wtedy możliwość, żeby ulepszyć nasz rower przez dzwonek bardziej kolorowy, który daje nam więcej radości, mniej chwiejną stopkę, która będzie nam dawała więcej stabilności, albo mocniejszą lampkę, która będzie lepiej rozjaśniała ciemności naszego życia i ścieżkę, na której się znajdujemy.

Więc każdy rower ze swoim gadżetami może być dobry i jest też w pewnym sensie reprezentacją swojego właściciela i drogi, którą on przez życie jedzie. A jakim rowerem Ty się posługujesz na co dzień, żeby dojechać do Twojego wyznaczonego sobie celu?

JR (2025)

"Bóg czasami bierze nam lampkę, która nie świeci za jasno i ma słabą baterię, żebyśmy mieli miejsce na lepszą lampkę, która lepiej mrok naszego życia rozjaśnia i dłużej wytrzymuje, ale nie dostajemy jej całkowicie za darmo, tylko musimy za nią srogo zapłacić tymi dobrami, które przez resztę naszego życia już nazbieraliśmy."

Wróć do wszystkich postów