31 Maja 2026
"Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: 'Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada'. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: 'Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem'. Lecz ojciec powiedział do swoich sług: 'Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się'. I zaczęli się weselić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: 'Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego'. Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: 'Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę'. Lecz on mu odpowiedział: 'Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się'."
W jeden lub drugi sposób każdy człowiek w swoim życiu szuka szczęścia. Ale czy jesteśmy w stanie się zadowolić szczęściem, które już osiągnęliśmy?
W opowieści o synu marnotrawnym widzimy dwóch synów, którzy przecząco odpowiadają na to pytanie. Często koncentrujemy się na synu marnotrawnym. Jest to syn, który żąda swoją część majątku swojego ojca i idzie w siną dal. Myśli, że sam lepiej sobie ułoży życie, i nie potrzebuje do tego pomocy ojca i będzie szczęśliwy, jak będzie panem swojego życia. W pewnym sensie żądając majątku ojca, który dopiero w przyszłości był dla niego przeznaczony, chce już teraz gospodarować tym szczęściem.
Co postanawia ten syn marnotrawny robić z tym szczęściem? Na co je wydaje? Czytamy, że ten syn "odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie" (Łk 15, 13). Konkretnie to starszy syn wymienia, że młodszy syn "roztrwonił [...] majątek z nierządnicami" (Łk 15, 30). Syn marnotrawny oddala się od ojca i idzie za światem, zamienia długoterminowe szczęście na krótkoterminowe 'szczęście'.
Chciałbym się na tym zatrzymać, bo myślę, że my też często się tak zachowujemy. Czy ja Tobie zarzucam, że też trwonisz Twój majątek z nierządnicami? Przecież to byłoby chamstwo z mojej strony, gdybym Ci to zarzucał! Przecież jest oprócz szóstego przykazania jeszcze dziewięć innych przykazań, o które łamanie mogę Cię oskarżyć...
Ale nie chcę Cię oskarżać. Chcę tylko przyjrzeć się sobie, a może i pomoże to Tobie. Nie chcę nikogo oskarżać o nierząd, choć w dzisiejszych czasach przez internet i media społecznościowe może to być bardziej subtelne. Chcę się, zamiast tego przyjrzeć moim małym wyborom, bo z nich się większość mojego życia składa.
Czy dążę za długoterminowym szczęściem, czy na siłę szukam krótkoterminowego szczęścia?
Jak obchodzę się z trudnymi sytuacjami w życiu: jak jestem niewyspany, jak jestem zestresowany w pracy, jak jestem zdenerwowany na kogoś, ...? Ja osobiście mam na to jeden sprawdzony sposób: słodycze! Zjedzenie batonika lub nawet całej tabliczki czekolady przez krótki czas poprawia mi humor, ale czy to jest długotrwałe rozwiązanie?
W angielskim jest o tym fajne powiedzenie: "chwilę w Twoich ustach, resztę życia na Twoich biodrach" (angl.: "a moment on your lips, a lifetime on your hips"). Więc ten szybki skok insuliny spowodowany przez cukier może dać nam chwilową iluzję szczęścia, ale mieć długotrwałe ciężkie konsekwencje, które możemy w pewnym momencie zobaczyć, stając na wadze. Dlatego moim zdaniem nasze złe zachowania i złe nawyki są porównywalne do trwonienia majątku przez syna marnotrawnego.
Ciekawym aspektem tej powieści jest, że młodszy syn przed trwonieniem majątku najpierw oddalił się od swojego ojca, od swojego domu rodzinnego. Najpierw się oddalił, a potem zamienił szczęście trwałe na szczęście przemijające.
Postuluję, że tak samo jest i w naszym życiu. Nim zgrzeszymy, sięgając po tabliczkę czekolady, musimy się najpierw oddalić od samego siebie. Nim przestaniemy utrzymywać kontakt z naszymi rodzicami, musimy się najpierw od nich oddalić. Nim zaczniemy denerwować się na naszego partnera, musimy się najpierw od niego oddalić. Nim poszukamy sobie innego boga, musimy się najpierw od Boga oddalić. Nie chodzi tu zawsze o wielkie oddalenie się, ale czasami tylko o drobny brak miłości do siebie samego, drugiego człowieka (partnera, rodzica, ...) lub Boga.
Widzimy jednak w tej biblijnej powieści, że owo oddalanie się i brak miłości, podążanie za światem, nie prowadzi nas do szczęścia. Wręcz przeciwnie, zostawia to w nas pustkę.
"Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem." (Łk 15, 17)
My też odczuwamy ten głód w naszym życiu, ale jest to głód miłości. Człowiek jest stworzony do relacji, dlatego egoizm rani nas samych. Przez egoizm stawiamy się ponad nasze relacje i oddalamy się od Boga i innych, nawet też od nas samych. Myślimy, że znajdziemy swoje własne szczęście, ale zamiast przybliżać się do siebie samego, oddalamy się od siebie samego, bo opieramy to szczęście na innych rzeczach – jak np. tabliczce czekolady – które tego szczęścia na długo nam nie dają. Jedynie możemy to szczęście osiągnąć, nie biorąc szczęście, ale je dając.
Chyba już wystarczająco mówiliśmy o młodszym synu i się już raczej przekonałem, że jem za dużo słodyczy... Ale jak wygląda sytuacja ze starszym synem?
"Lecz on odpowiedział ojcu: 'Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.' " (Łk 15, 29)
W sumie to starszy syn się nie różni od młodszego syna. Co prawda przestrzega nakazów ojca, ale tego w głębi serca nie chce. Trochę chyba zazdrości swojemu młodszemu bratu, że mógł żyć hulaszczym życiem i potem jeszcze świętować razem z ojcem. Wypełnianie nakazów ojca nie jest jednak warunkiem zasłużenia na jego miłość czy choćby na koźlę na ucztę. Nakazy są do dobrego współżycia i to już jest wystarczającą zapłatą.
Wyobrażam sobie starszego syna, jak on cały dzień w upale uprawia pole swojego ojca. Praca w polu jest ciężka i na pewno byłoby chwilowo wygodnie ulec pokusie i przepuścić dorobek ojca niż samemu się do tego dołożyć. Ale akurat z tego długoterminowo jest większa radość: z sumiennej pracy.
Może ta praca jest ciężka, ale wtedy odpoczynek po pracy daje nam większą satysfakcję. Szybciej zasypiamy, ale i cieszymy się, jak widzimy owoce naszej pracy. Z tych owoców już dzisiaj możemy trochę korzystać oraz w przyszłości będziemy mieć większy wspólny majątek, z którego będziemy mogli korzystać.
Ta miłość, którą w pocie czoła inwestujemy w relację, nie idzie na marne, ale już wraca dzisiaj do nas z nawiązką oraz przez wszystkie przyszłe czasy...
Więc kochajmy już dziś! Kochajmy, nawet jak nie jest zawsze łatwo. Kochajmy: siebie, drugiego człowieka i Boga, a będzie nas otaczać radość większa, niż dzisiaj możemy sobie wymarzyć.