10 Września 2026
"Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»"
Na pytanie bogatego młodzieńca, co ma robić, żeby osiągnąć życie wieczne, Jezus odpowiedział, żeby sprzedał wszystko, co miał, i poszedł za Nim (Mt 19, 16-22).
Dla nas to jest błahe, bo przecież nieważne ile byśmy nie zarabiali, to zawsze "krocie zarabiamy". Ale co jeśli nie chodzi tylko o nasze dobra materialne, ale też o te niematerialne?
Może i chcemy imponować sąsiadowi dużym mieszkaniem lub szybkim samochodem. Ale co, gdybyśmy zamiast tego musieli oddać np. naszą dobrą reputację lub poważanie w oczach osób, których sami poważamy? To byłoby grubo i nie wiem, czy by mi się to udało. Raczej nie, choć byłaby to nie lada umiejętność: kroczyć za Jezusem i nie zważać na to, co inni myślą - sąsiedzi, koledzy w pracy, rodzice, najbliżsi.
Nie chodzi o to, żeby być ignoranckim lub biernym wobec innych, ale żeby nie zależeć od ich pochwał, podziękowań, zachwytu... Często robimy coś — jakiś dobry czyn — bo szukamy odwzajemnienia z drugiej strony: podziękowania, uśmiechu, aprobaty... Ale wtedy już mamy naszą zapłatę.
Albo możemy udawać tak pokornych i skromnych, że nawet nie zwrócimy na drugą osobę uwagi przy naszym dobrym czynie. I w sercu zamiast pokory tak naprawdę mamy pychę, bo wiemy, że coś dobrego zrobiliśmy.
A tak naprawdę powinniśmy tylko iść za głosem Bożym i za tym, co nasze sumienie nam dyktuje. Warto nie robić tego, bo coś chcemy w zamian, ale bo chcemy tacy być.
Chcemy być punktualni, nie bo oczekujemy tego od innych, ale bo chcemy sami tacy być.
Chcemy być sumienni i pracowici, nie bo oczekujemy tego od innych, ale bo chcemy sami tacy być.
Chcemy być uśmiechnięci, nie bo oczekujemy tego od innych, ale bo chcemy sami tacy być.
Chcemy pomagać innym, nie bo oczekujemy tego od innych, ale bo chcemy sami tacy być.
Bądźmy wolni od reakcji drugiego człowieka na nasze czyny i słowa. Jeśli nie, to może się pojawić różnica między naszymi oczekiwaniami a rzeczywistością. W tę przestrzeń wtedy często wkraczają złość lub smutek. I zaczynamy tylko sobie samemu szkodzić.
Gdybyśmy zamiast tego te nasze oczekiwania oddali Bogu? To wtedy mielibyśmy w naszym sercu i naszym umyśle wolną przestrzeń na pokój i radość. A czy nie byłoby to życie, którym chcielibyśmy żyć? Jakich bogactw się dzisiaj trzymasz? Jakie oczekiwania masz do innych, które Ci przysparzają złość lub smutek? Czy warto tego oczekiwać?