Kominek i kwiatek

20 Listopada 2025


Zdjęcie kominka i kwiatka

Miłość to wspólne siedzenie w salonie koło kominka w zimie. Na dworze jest zimno, więc lepiej siedzieć w ciepłym. Ale o to ciepło musimy zadbać. Na szczęście mamy kaloryfery w pokoju, które gazem ogrzewają pokój. W życiu duchowym przez te kaloryfery płynie miłość Boża, która w przeciwieństwie do gazu istnieje w nieskończonych ilościach. Jako rozkosz dla oczu mamy jeszcze kominek, w którym możemy grzać drewnem. Ogień w kominku jest miłością dwójki partnerów. Ten ogień na początku trzeba rozpalić. Najpierw dając rozpałkę i małe patyki, a potem dopiero duże kawałki. Trzeba z małą iskierką zacząć, inaczej potem się ogień nie rozrośnie, dlatego trzeba zacząć od tych małych kawałków drewna. Te kawałki drewna są naszymi dobrymi/złymi czynami i słowami, które wkładamy w związek, i drewno jest suche (dobre), jak dojrzało z czasem, albo mokre (złe), jak jeszcze pamięta deszcz z ponurych czasów. Układając drewna, też musi być zawsze trochę miejsca między kawałkami drewna, żeby było trochę przepływu powietrza, tak samo, jak nie można zapełnić swoje życie całkowicie partnerem, bo wtedy się ogień zdusi, a nie bardziej rozżarzy. I tak siedzimy razem przed kominkiem i obserwujemy czy iskierki skaczą między kawałkami drewna i czy ogień bawi się przed naszymi oczyma lub, czy raczej czarny dym unosi się z mokrego drewna. Więc staramy się dokładać po troszku suchych kawałków. Czasami jedna osoba coś dołoży, czasami druga dołoży, a czasami metalowym prętem ktoś przesunie kawałki drewna w kominku, żeby było znowu więcej przepływu powietrza i ogień miał więcej przestrzeni do buchnięcia. Ale co jakiś czas trzeba dodawać drewna, szczególnie na początku jak ogień się dopiero powoli rozrasta. Bo bez stałego dopływu drewna, to drewno w kominku się kiedyś do końca spali i wtedy już nie ma ognia w kominku, którym się można nacieszyć. Choć zawsze na nowo można rozpalić w kominku, tylko że to się wiąże z większym wysiłkiem. Dlatego lepiej cały czas dodawać trochę drewna, bo naprawdę niewiele trzeba, żeby ogień dalej istniał. Jak z dwóch partnerów tylko jedna osoba będzie dorzucać do ognia, to ona może się tym zmęczyć albo fizycznie przez ból mięśni, albo psychicznie przez poczucie niesprawiedliwości, dlaczego ona wszystko musi robić. No i wtedy już nikt nie będzie dorzucał do ognia i wiemy co się z tym ogniem stanie...

W sumie nie jest tak tragicznie, jak ogień w kominku zmaleje albo nawet całkowicie zniknie. W pewnym momencie partnerzy łączą się, chowając się pod wspólnym kocem, którym jest małżeństwo i które też trochę ciepła i bezpieczeństwa daje. Jednak co najważniejsze, kaloryfery napędzane przez miłość Bożą mogą dawać ciepło nawet w najsroższej zimie. Jedynie trzeba o to zadbać, żeby nie miały żadnych defektów technicznych, żebyśmy byli zakorzenieni w zbawieniu Jezusa przez naszą wiarę. Inaczej bez funkcjonującego kaloryfera, koca i rozgrzanego kominka, może się stać bardzo zimno w salonie w trudnych czasach naszego życia. Człowiek może dużo wytrzymać, ale nie warto, żeby ktoś z partnerów miał potem zimne serce, albo jak ktoś jest z Anglii, żeby miał zimne stopy. Wiadomo, że ogień w kominku może kiedyś wygasnąć, np. przez nieprzespane nocy z małymi dziećmi, ale ważna jest decyzja na siedzenie pod wspólnym kocem, i przede wszystkim funkcjonujący kaloryfer, bez którego tych najtrudniejszych czasów nie da się przetrwać, bo nie ma tyle drewna w szopie, żeby samym kominkiem rozgrzać pokój na długo, jak jest -30°C stopni na dworze.


Nie każdy zrozumie te trudne obrazy, więc mniej skomplikowanie:


Relacja jest jak kwiatek. Musimy najpierw podlewać kwiatek, żeby rósł, a potem dalej żył. Jeśli nie będziemy go stale podlewać albo będzie miał za mało wody, to zwiędnie. Jeśli będzie miał za dużo wody, to też nie dobrze, bo korzenie będą miały brak tlenu i zgniją. Tak samo jest z nadmiarem miłości, gdzie człowiek nie może przez to odetchnąć. Powinien być regularny dopływ miłości w odpowiednich ilościach, żeby kwiatek się dobrze miał i oczyszczał powietrze dookoła.

Choć wiadomo też, że każdy kwiatek jest inny i potrzebuje inną ilość wody, jak i konewki różnią się w swojej pojemności. Ale nawet małą konewkę można parę razy napełnić, żeby podlać kwiatek. Jeśli tylko są chęci, to się znajdzie sposób, szczególnie że natura zawsze walczy i stara się znaleźć sposób na przetrwanie.

Wróć do wszystkich postów